OGLĄDAJ NASZE FILMY

d

OGLĄDAJ NASZE ZDJĘCIA

d

RSS
niedziela, 21 lutego 2010
No i w domu

Po wyczerpującej podróży Pretor, Vlad i Rogal dotarliśmy do swoich domostw. Podróż z początku była skazana na opóźnienia, gdyż w dniu startu w Buenos Aires było urwanie chmury. Deszcz lał się z nieba wiadrami zalewając ulice. Kiedy burza nadeszła okurat zwiedzaliśmy miasto turystycznym autobusem z półotwartym dachem. Do hotelu wróciliśmy totalnie mokrzy. Zamówienie taksówki było niemożliwe. Pretor jakimś cudem złapał taksówkę i namówił kierowcę na jazdę na lotniskio, gyż ten z początku odmówił jazdy ze względu na wodę. Jazda trwała ponad dwie godziny. Na lotnisku nasz Jambo Jet stał w strugach deszczu i czekał na poprawę pogody. W ten sposób wylecieliśmy z wielkim opóźnieniem. Efektem tego były kolejne opóźnienia w Madrycie i Monachium a końcowym problemem był oczywiście BRAK WALIZEK !!!. Znowu nas opóściły i nikt o 23.00 na Okęciu nie wiedział gdzie są. I tak historia lubi się powtarzać a nasza opowieść dobiega końca.

Czekamy jeszcze na informacje od Dimy i Macieja oraz od Tomka.

11:26, motoamerica2010
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2010
Po załadunku w drodze do Buenos

Właśnie zakończylismy sprawy odprawy motocykli. Poszło dość sprwnie choć jak zwykle nieco za długo. Motki stoją już w hangarze a czekamy na prom do Buenos. Mamy dopłynąć ok 23.00 więc noc będzie upalna bo ostatnia.

22:19, motoamerica2010
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 lutego 2010
Montevideo. Meta i niestety koniec jazdy:(

Po uplnej nocy i ataku karaluchopodobnych skoczków w recepcji hotelu ruszyliśmy dalej.
Ku naszemu zdziwieniu po kilkudziesięciu kilometrach na poboczu w lesie zauważyliśmy jakiś
dziwnych niedomytych ludzi, pałaszujących nerwowo kawały sera i pomidory w całości. W trawie stał rezebrany pjazd przypominający motocykl. Półnagi mężczyzna stający opodal wydciągnął do mnie rękę. Spojarzałem mu w oczy i zobaczyłem ten błysk. To był on !!!! Porawany na planetę K-PAX Rogal Wędrowny. Tak więc w dziwnych okolicznościach dzięki przypadkowi, który rządzi naszą wyprawą spotkaliśmy pożywiającą się grupę Północ i naszego trenera Rogala. Od tej pory wydawało się że nasze losy będą już wspólne. Nic bardziej błędnego. Od rana koledzy załatali już dwie dziury w dętce Maćka. Pędząc niczym błyskawice wyprzedzili nasz duet i znikneli na horyzoncie. Po dziesięciu minutach patrzymy a oni po raz trzeci zrzucają koło w Afryce. Jakoś widocznie im nie szło i tym razem żółw szybszy był od zająca. Pod koniec dnia mieliśmy spotkać się nad Oceanem koło Punta del Este ale chłopaki utknęli i noc spędzilismy na kampingu. No ale zanim na niego  trafiliśmy zjedliśmy McDonalda w Punta del Este i zostaliśmy zatrzymani przez Policję.
Załamaliśmy prawo upraszczając sobie jazdę na rondzie. Trwały długie negocjacje bo panowie
chcieli znam zabrać dowody rejestracyjne oraz prawa jazdy. Jeden z nich uparł się, że ja
znam hiszpański tylko udaję co by ich oszukać. Tłumaczyłem, że to co znam zawdzięczam wyłącznie obecnemu pobytowi. Udało się uprosić i odejchać bez strat.
Dzisiaj wróciliśmy do Montevideo do naszego ostatniego hotelu Royal. Motki w garażu a my
pijemy Carveze i wcinamy pizze. Jutro zdajemy motocykle do odprawy.
Czekamy jeszcze na Tomka.
Z tego co napisali chłopaki do Vlada (mi tel w Urugwaju nie działa bo wspaniały Orange nie ma
tutaj umowy) są teraz nad Oceanem. Rogalos podobno mdlał po drodze bo wstąpili podczas ulewy
do winiarni. Może specjalnie chcieli się go pozbyć po chodzi taka opinia, że jak Rogal
dołancza do jakiejś grupy zaczynają się problemy sprzętowe. :):):)

I tutaj kończy powoli dobiegamy do końca naszej historii. Nadszedł czas na podsumowania, relacje, spotkania i opowieści do późnej nocy wśród przyjaciół, wspominanie i oglądanie i kolejne przygotowania do następnych wijaży.

Czeka nas jeszcze kilka zapewne radosnych dni w Montevideo i BuenosAires gdzie Javier ma nas oprowadzić po najciekawszych miejscach miasta.

Samolot w piątek z Buenos a lądowanie w sobotę wieczorem.

23:39, motoamerica2010
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15